Bo już przyszedł wrzesień.

Kategoria: Budyń, Zdjęcia; autor: evva
4.09.2011

Jak już wspomniałam na G+, wysuwają mi się zęby jadowe, kiedy słyszę/czytam, jak rodzice tłumaczą, że nie posłali swojego sześciolatka do szkoły, żeby mu „nie odbierać ostatniego roku dzieciństwa i luzu”. W większości znanych mi przypadków przedszkole/zerówka oznacza odstawianie dziecka o ósmej rano i odbieranie go przed siedemnastą, co luz zapewnia raczej rodzicom niż potomstwu: zero odrabiania lekcji, pakowania tornistra, szykowania śniadania i niepokojów, czy przygotowany strój na wuef nie okaże się aby nadmiernie ekstraordynaryjny.

I średnio chce mi się udowadniać, że nie jestem słon^Wwielb^Wwyrodna, i powtarzać po raz kolejny argumenty, że cztery lata w przedszkolu, że zerówka zaliczona, że przyszłoroczna kulminacja wyżu, że dziecko niegłupie, komunikatywne, asertywne i dające sobie radę. Posłaliśmy Młodą do szkoły w wieku sześciu lat i trzech miesięcy, bo uznaliśmy, że jest na to gotowa, że to właściwy moment — i już.

Witaj szkoło!

Pierwsze pytanie Joanny po pierwszym prawdziwym dniu w szkole brzmiało „Już wracamy do domu? TAK WCZEŚNIE??”, tyle w kwestii krwi, potu i łez, które jakoby funduje biednym dzieciątkom pierwsza klasa.

A tak naprawdę, to JAK TO, przecież ona dopiero co się urodziła, a teraz ma galowe ubranko, tornister i worek z kapciami, i pełnowymiarowe biurko, przy którym odrabia lekcje.

Asia odrabia lekcje

Moja malutka dziewczynka.

Udostępnij


Odpowiedz

 

Nawigacja: