Ale jak się w komciach zrobi flejm o wychowaniu, to udam, że nie zauważyłam.

Kategoria: Budyń, Sama nie wiem; autor: evva
7.06.2011

Nie wiem, czy wiecie, ale mamy takie trochę dziwne dziecko. W sumie nawet pod wieloma względami dziwne, ale tym razem chodzi o to, że uwielbiało dentystę. Różowe plomby z brokatem, truskawkowa pianka do fluoryzacji, te sprawy.

Pani dentystka, do której chodziliśmy z Asią, też była dziwna, bo nie pozwalała w gabinecie używać słowa „BÓL” (i, mimo różnicy wieku sugerującej zdecydowanie relację, jak już, to odwrotną, zwracała się do mnie per „mama”, as in „co ty mama opowiadasz”; ale to w sumie uznawałam za drobiazg, dopóki sprawnie ładowała te różowe plomby we właściwe miejsca).

Aż nadszedł Czas Wypadania Zębów Mlecznych.

I kiedy za lewą dolną jedynką Joanny pojawiła się druga, całkiem okazała dolna lewa jedynka, postanowiliśmy przedsięwziąć kroki.

Pani dentystka zapowiedziała Joannie, że „nic nie poczuje” i że „nie będzie żadnej krwi” (o dziwo, słowa „KREW” można najwyraźniej używać, w krytycznych przypadkach).

Oczywiście, że Joanna POCZUŁA i że BYŁA KREW. Malutko, ale zawsze. A temat uzębienia wywołuje teraz dzikie histerie połączone z rozpaczliwym szlochem, drgawkami i chowaniem się pod ławkę w łazience (wierzcie mi, to jest raczej słabe, jak się Wasze własne dziecko chowa przed Wami pod ławkę w łazience).

Bo oczywiście słowa mają moc zmieniania rzeczywistości, więc niegłupiej, myślącej i z natury spokojnej sześciolatce nie można powiedzieć po prostu prawdy. Na przykład że wyrywanie zęba nie jest przyjemne, ale konieczne, i że powstała w ten sposób ranka zagoi się w ciągu góra pół dnia.

Zębów mlecznych jest w dziecięcej szczęce, o ile dobrze kojarzę, 20 sztuk. To znaczy przepraszam, w sumie już tylko 18, bo jeden został wyrwany w okolicznościach jak wyżej, a drugi po miesiącu dyndania przed stałym sam wypadł wskutek uderzenia o deskę („Jak to, jaką deskę, mamo? Taką gumową, do pływania”).

W sumie nie wiem, co dokładnie mam ochotę zrobić pani doktor. Ale mogę zagwarantować, że nic by nie poczuła i że wcale by nie krwawiło.

Zatem, drodzy rodzice, pani dentystka Ewa Hałupka-Michalska z wrocławskiego Evadentu to nie jest stomatolog dziecięcy (o sorry, PEDODONTA), do którego chcecie prowadzać dzieci. Choć kolorów plomb jest z osiem do wyboru.

Udostępnij


Odpowiedz

 

Nawigacja: