Dzień jak co dzień. A.k.a. #zinboksa

Kategoria: Jakoś żyję, Praca, Sama nie wiem; autor: evva
12.01.2011

Jeżeli chodzi o wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób i firm: jeśli się takowe skojarzenia komuś nasuwają, to prawdopodobnie słusznie.

9:45 Projekt jest super, jeszcze go tylko dla formalności wyślemy do zatwierdzenia do prezesa. TO MUSI WYJŚĆ DZIŚ DO DRUKU, bo czas realizacji to 14 dni roboczych, a promocja ma ruszyć jeszcze w tym miesiącu!
15:37 Po konsultacjach z działem sprzedaży wprowadzamy zmiany do projektu, chodzi o to, żeby dać duży, wyraźny, krzyczący napis GRATIS i ODBIERZ PREZENT (czerwień). Żeby był jasny przekaz.
15:43 Napis większy, pogrubiony. I może zrób jeszcze wersję w kontrze i z pomarańczowym.
15:44 Nie z pomarańczowym, z niebieskim.
15:45 Zrób dwie, z pomarańczowym i z niebieskim. I może jeszcze z szarym?
15:51 Tego szarego w ogóle nie widać. A pomarańczowego nigdzie nie używamy. Wracamy do czerwonego. W kontrze i boldem.
16:03 Ok, tylko trochę większy ten napis.
16:08 Jeszcze większy, może zmniejsz interlinię i zdjęcie produktu?
16:08 I zrób wersję z napisem drukowanymi literami.
16:09 I WIĘKSZE LOGO!
16:15 Za dużo się tu dzieje. Logo powinno mieć jakieś pole ochronne.
16:17 Aha, produktu w ogóle nie widać. To ma sprzedawać, musi być widoczne!!
16:21 I usuń te napisy „gratis”.
16:22 Tak, te, co miały być wyraźne, czerwone i krzyczące, dokładnie.
16:58 No, w sumie może być. To co, dasz radę to przygotować do druku? TO MUSI WYJŚĆ DZISIAJ!!!!

Udostępnij


Dzień jak co dzień. A.k.a. #zinboksa - 10 odpowiedzi

  1. Zuzanka pisze:

    Kurcze, nie mogę być freelancerem. Pcha mi się na ust mych koral przemożne zdanie “A jebnąć wam?” (małą celowo).

  2. KAnusia pisze:

    Mam dokładnie ten sam wniosek – nie mogłabym mieć takiej pracy, bo po kilku takich dniach bym wszystkich rozniosła…

  3. evva pisze:

    Wiecie, dziewczyny, w byciu freelancerem chodzi (mi) głównie o tę (być może złudną) świadomość, że w każdej chwili mogę PRZESTAĆ to robić ;)

  4. Ad pisze:

    Szczerze mówiąc, to się ma nijak do bycia freelancerem. Na etacie jest tak samo, niestety. Ja już od 3 miesięcy ustalam z jednym klientem 3 ikonki.

  5. evva pisze:

    Ad, głask :-*

  6. hanka pisze:

    Nie bycie freelancerem niestety nie chroni. Albowiem mam ochotę zakrzyknąć “czemuż, ach czemuż evva pisze mojego bloga, hę?”

  7. Zuzanka pisze:

    @Ad, prawda. Ale na etacie masz złudzenie hierarchii, eskalacji, procedury projektowej i tym podobnych bullshit bingów.

  8. evva pisze:

    Update: dziś poszło do druku po raz pierwszy. W wersji z pomarańczowym.

  9. Felinity pisze:

    BTDTGTLT, wolę jednak etat. Można zamknąć za sobą drzwi i iść spać bez myślenia, czy za pół roku to mnie będzie stać na ten wyjazd na wakacje, co to już bilety zakupiłam, czy nie. Bo ja nie umiem w NACHTSZYCHTACH pracować.

    Więc tym bardziej PODZIWIAM Evvę.

  10. Babcia Stefa pisze:

    @ “Na etacie jest tak samo, niestety.”

    100% racji w racji. Jako freelancerowi zdarzało mi się wielokrotnie odmawiać robienia rzeczy, których robić mi się nie chciało, albo wyglądały na zbyt mało opłacalne, czy potencjalnie kłopotliwe, albo też wrzucać na takowe ceny z kosmosu, albo w pewnym momencie oświadczać z całą brutalnością “panowie, albo to zaczyna sensownie wyglądać z waszej strony, albo szukacie innego podwykonawcy”. Na etacie to niespecjalnie realne, dostajesz polecenie służbowe (“hierarchia”, my ass) zaciskasz zęby i robisz. Tak więc jeśli chodzi o zawracanie tyłka, na etacie bywa czasem dokładnie tak samo, przy znacznie mniejszej możliwości manewru, jeśli chodzi o wyplątanie się z takich robót, bo konsekwencje ewentualnej odmowy mogą być jakby nieco gorsze niż niezarobienie paru stówek albo utrata jednego klienta z fafnastu. Oczywiście każda z tych form zarobkowania ma swoje wady i zalety i żadna nie jest lepsza ani gorsza, ale w tym akurat konkretnym aspekcie nie widzę specjalnej różnicy.

Odpowiedz

 

Nawigacja: