It’s always darkest before DST

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
12.11.2009

Wyznaję, i to bez wstydu, że kompletnie nie pojmuję koncepcji Daylight Saving Time*. Że niby co się tu oszczędza? Czas? Światło? Prąd? Pieniądze? Pfff. Moim zdaniem pomysł kompletnie poroniony, pozytywów w tym żadnych, zanim człowiek się dobrze rozpędzi, to się robi ciemno. A że zimno i ponuro jest cały czas — wiadomo, listopad — to tzw. efekt końcowy jest, jaki jest. Znaczy się beznadziejny.

Może to jakiś chory eksperyment socjologiczny, prapierwowzór flashmoba, sprawdźmy, czy da się namówić większą część ludzkości, żeby określonego dnia przesuwała sobie wszystkie zegarki o godzinę? To się udało rewelacyjnie. Wnioski z eksperymentu są zapewne odkrywcze: Ludzie Są Dziwni.

*Tak, mam gugla i wiem, co na to wikipedia, timeanddate.com oraz Suworow (via KAnusia). I?

Udostępnij


It’s always darkest before DST - Jedna odpowiedź

  1. dzierzba pisze:

    Też tego nie pojmuję. Gdyby te sejwingi były takie och, to kraje zmieniające czas powinny mieć jakoś porażająco lepsze osiągi w PKB i innych takich per capita. A jakoś nie mają ;P

Odpowiedz

 

Nawigacja: