A jaką TY stosujesz Teorię Wychowania?

Kategoria: Budyń, Sama nie wiem, Śmieci z sieci; autor: evva
4.08.2008

Miłosiernie nie wspomnę, kto i w jakich okolicznościach zadał mi tytułowe pytanie, dość, że nie bardzo wypadało wówczas roześmiać się w głos i popukać w głowę; ponieważ zaś było to już jakiś czas temu, autor pytania miał okazję zacząć weryfikować słuszność dowolnie wybranej teorii wychowania w praktyce i pewnie dziś by tak pochopnie rzeczonego pytania nie zadał.

Niemniej jednak sam fakt pojawiania się takich pytań albo takich tekstów daje mi trochę do myślenia. Mam wrażenie, że jakaś ciągłość się w świecie przerwała i rzeczom oczywistym dorabia się teraz Teorię i Tezę, dokleja nową metkę i sprzedaje, najlepiej rzecz jasna drogo, biednym, niedoświadczonym, zbłąkanym w mgle rzeczywistości mamom i tatom, spragnionym pewnie w równym stopniu wiedzy i pomocy, co uznania i potwierdzenia, że czynią słusznie.

Pani Montessori po, uwaga, długich i wytrwałych naukowych obserwacjach zauważyła, że dzieci uczą się różnych rzeczy przez chłonięcie tego, co jest wokół nich. I że każde dziecko jest inne, powinno więc rozwijać się według indywidualnego planu rozwoju. Doprawdy, jest to przecież odkrycie warte Nobla w dziedzinie psychologii (co za szkoda, że nie dają) i grubych tysięcy, płaconych corocznie przez rodziców za przedszkola, w których dzieci działają według Metody i zamiast zabawek, zabaw i gier mają Materiały, z którymi Pracują. Oraz angielski oczywiście. A wszystko, rzecz jasna, dla ich dobra. I żeby im zapewnić jak najlepszy start, bo jak wiadomo bez najlepszego startu nie da się osiągnąć odpowiedniego poziomu lansu.

Od setek tysięcy lat matki tuliły swoje dzieci i była to rzecz najnaturalniejsza w świecie; teraz opakowuje się to w pseudonaukowy bełkot o poczuciu bezpieczeństwa, stawianiu granic, rozwoju mózgu i kontakcie fizycznym i nazywa Metodą Holdingu, polecanego m.in. jako jeden z nowatorskich sposobów radzenia sobie ze zbuntowanym parolatkiem. Jak dziecko ryczy, to je mocno przytul, prawda, jaka światła porada, bez terapeuty nie ma szans na to wpaść. I przecież jeśli babcia, która wychowała siedmioro dzieci i pochowała kolejnych troje, mówi „jak mały ryczy, to daj mu jeść, zmień mu pieluchę albo go przytul”, to się nie zna i teraz są inne czasy. Dopiero taka sama rada poparta autorytetem Zaklinaczki Niemowląt czy innej Superniani ma sens i jest godna zastosowania (no, w roli Superniani ostatecznie mogą wystąpić wirtualne ciocie na forumie, nikt wszak nie zna się na dzieciach tak dobrze, jak inne ogłupiałe od Internetu mamusie fasolek, które wprawdzie same są mamusiami dopiero od trzech miesięcy, ale przecież CZYTAŁY, ŻE).

Zatem w kwestii Teorii Wychowania: zamierzam lansować swoją. Nazwijmy ją „3S”: słuchaj swojego dziecka, słuchaj intuicji, słuchaj zdrowego rozsądku.

Tyle.

PS. Na wszelki wypadek, dla czytelników osobiście urażonych powyższym, mających problemy z moją zawikłaną frazą lub w ogóle niekumających, o co mi chodzi: niniejsza notka nie jest o tym, że nie należy czytać i słuchać, a psychologia i pedagogika to bzdury. Jest o tym, że nadgorliwość jest czasem gorsza od faszyzmu, a zanim zdecydujemy się za czymkolwiek podążyć, w cokolwiek uwierzyć i za cokolwiek zapłacić — zwłaszcza dla dobra własnych dzieci (straszna pułapka, to cudze dobro, naprawdę) — powinniśmy chwilę pomyśleć.

Udostępnij


A jaką TY stosujesz Teorię Wychowania? - 10 odpowiedzi

  1. el pisze:

    brawo! tak trzymac:)))))))

  2. Meg pisze:

    Przyklaskuje i dziekuje – bo wracasz mi wiare, ze mozna byc matka i mozg od tego nie wyparowuje. :-)

  3. dzierzba pisze:

    ha, to już jest co najmniej dwie ;-) tekst o myciu rąk mnie rozczulił, ciekawe czy z równą atencja podchodzą do wycierania tyłka :>

  4. klara pisze:

    Maria Montessori żyła na przełomie 19. i 20. wieku i tak, jej wnioski i ‘odkrycia’ BYLY wówczas przełomem. Dziś, ponad 50 lat po jej śmierci, może bawić choćby to, że dążyła np. do tak prozaicznych rzeczy jak zapewnienie dzieciom w wieku przedszkolnym krzesełek i stolików oraz innych mebli w odpowiedniej dla takich maluchów wielkości. śmieszne, nie? bo jakoś wcześniej nikt na to nie wpadł i nie widział takiej potrzeby. Taki szczegół chciałam dodać, po to, by nazwiska Montessori używać jednak w odpowiednim kontekście. To, co teraz dzieje się wokół wychowywania dzieci, nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, czym zajmowała się ta kobieta. Pozdrawiam ciepło, szczególnie, ze tego bloga czytam od dawna, niezmiennie z przyjemnością.

  5. Tomek Z. pisze:

    Postuluję odwrócenie kolejności: najpierw przytulać, potem zaglądać do pieluszki, dopiero potem dawać pić i jeść. Dzięki tej Metodzie zaoszczędzamy sobie niepotrzebnego łażenia do kuchni tudzież dojadania Chleba, jeśli potomstwu z Chleba Z Serem wszedł sam Ser.

    Szukam jakiegoś rodzicielskiego forum celem prowokowania twórczych dyskusji…

  6. E. pisze:

    moje prywatne wnioski:
    zaglądać do Ciebie częściej.

  7. evva pisze:

    Do Klary (a w każdym razie przede wszystkim):

    Ja zwykle staram się nie wypowiadać pochopnie i co nieco o pracy pani Montessori czytałam, naprawdę :) I nie krytykuję bynajmniej jej samej, ale tego, co się teraz z efektami jej — i wielu innych psychologów i pedagogów — pracy robi (w skrócie: wynaturza, upraszcza, opakowuje w bełkot i sprzedaje drogo, wmawiając ludziom, że to jedyny sposób, aby ich dzieci były szczęśliwe).

    A z dziecięcymi mebelkami to nie do końca prawda, już chyba nawet z czasów elżbietańskich zachowało się co nieco ;)

  8. pipapo pisze:

    Do Klary:
    Nie rozumiem, co może śmieszyć w fakcie, że Maria Montessori miała swój ogromny wkład w spopularyzowanie użycia odpowiednich dla dzieci mebelków. To tak jakby wyśmiewać wkład Edisona, który również żył na przełomie XIX i XX wieku, a który wynalazł między innymi żarówkę, czyli rzecz, która jest nieodłącznym elementem w milonach domów i nie tylko, bo również można ją znaleźć w szopach, stodołach i garażach. Czy fakt ten śmieszy? Nie! Jest istotnym elementem naszego rozwoju cywilizacyjnego, tak samo, jak mebelki dla dzieci.

    To, co teraz dzieje się wokół dzieci ma wiele wspólnego z tym czym zajmowała się Maria Montessori, bo jej wkład w edukację jest nieprzemijający, ponieważ jej odkrycia to fakty wynikające z ludzkiej natury, jakby prawa fizyczne, które nie dewaluują się z czasem, ale tworzą podstawę dla każdych kolejnych doświadczeń i odkryć.

    Do autorki:
    Tak, edukacja Montessori powstała dzięki naukowym obserwacjom i nie ma w tym nic śmiesznego. Tak jak naukowiec przygląda się cierpliwie i przez długie lata jakiemuś żywemu stworzeniu, czy nawet komórce, by zauważyć, jak rzeczywiście przebiega rozwój, co zwykle jest podstawą takich odkryć jak np. DNA, tak i edukacja Montessori powstała na bazie takich obserwacji, w których tezy nie zostały postawione a priori, a następnie udowadniane na dzieciach, ale to dzieci swoim zachowaniem pokazywały pierwsze tezy, które później zostały udowodnione przez wszystkie dzieci pochodzące z różnych kontynentów, kultur, religii, co świadczy o tym, że są one częścią dziecięcej natury i dziecięcych potrzeb.

    Przyznam, że fakt, iż przedszkola czy szkoły Montessori są tak drogie rzeczywiście i mnie bulwersuje, choć prowadzenie przedszkola Montessori z prawdziwego zdarzenia wymaga wiele nakładu czasowego, edukacyjnego i pieniężnego.

    Odnosząc się do cytatu: ‘w których dzieci działają według Metody i zamiast zabawek, zabaw i gier mają Materiały, z którymi Pracują. Oraz angielski oczywiście. A wszystko, rzecz jasna, dla ich dobra. I żeby im zapewnić jak najlepszy start, bo jak wiadomo bez najlepszego startu nie da się osiągnąć odpowiedniego poziomu lansu.’
    Materiały, zamiast zabawek to tylko niewielka część tego, co miała nam do przekazania Maria Montessori, ale o istocie niewielu w zasadzie wie i mówi. Myśli się, że wystarczy wrzucić do klasy parę materiałów Montessori, zamieć słówko ‘zabawa’ na ‘praca’ i mamy Metodę Montessori. To właśnie to wynaturzone uproszeczenie, o którym autorka pisze następnie w komentarzu, a którego sama w swoim artykule dokonała.

  9. evva pisze:

    Do pipapo:
    Cóż mogę jeszcze rzec. Może, że polecam czytanie ze zrozumieniem zamiast powtarzania frazesów?

  10. negri pisze:

    Właśnie pisałam pracę na temat edukacji Montessori, więc trochę na temat metody i całej idei wiem. Uważam, że przekaz “popatrz na swoje dziecko, pośwęć mu uwagę, pomóż w rozwoju naturalnych predyspozycji” jest jak najbardziej na czasie. W czasach, gdy matki wracają po 6 miesiącach do pracy zawodowej, gdy praca zawodowa zajmuje dziennie 10 godzin, warto przypominać o konieczności poświęcenia uwagi dzieciom. Wielu rodziców goniąc za pieniędzmi i dobrami materialnymi zapomina o dzieciach. Zamiast czasu ofiarują im kolejne zabawki, przyjęcia w McDonalds itp. Całe społeczeństwo bierze udział w wyścigu szczurów. To jest moment, żeby zadać sobie ptanie – jaki jest cel życia, do czego zmierzamy? Przerobienie myśli Montessori pomogło mi się na chwilę zatrzymać i zastanowić dokąd zmierzam i co jest ważne. Ważna jest rodzina i człowiek – od najmłodszych lat. To jemu nalezy się uwaga i czas. Niestety czasem sama o tym zapominam.

Odpowiedz

 

Nawigacja: