» 2009 » May

Archiwum - May 2009

Czterolatka

Kategoria: Budyń, Zdjęcia, Ładne rzeczy; autor: evva
25.05.2009

Nie wiem, kiedy się to stało, ale mam córkę, która ma cztery lata, własne zdanie na każdy temat, blond włosy dłuższe od moich i, last but not least, fazę kucykową*.


My Little Pony birthday cake

*Poczucie piękna czterolatek jest dla mnie megazagadką, ale co robić. Dobrze poinformowani twierdzą jednakowoż, że młode dziewczęta z tego wyrastają i tego się trzymajmy. A dla fanów brokatu, różu, tęczowych motywów i sztuki cukierniczej nieco lepsza fota tortu tu.

Odczyn alergiczny

Kategoria: Jakoś żyję; autor: evva
22.05.2009

No i mam. Tę swoją ciszę, piasek w sandałach, żaby i brzozy.
Po zachodzie powietrze klei się do skóry, pachnie mokrym asfaltem, akacjami, przestrzenią.
Boję się odetchnąć głębiej.
Wszystko jest dokładnie tak, jak zawsze miało być, i jednocześnie tak bardzo nie tak.

Autorefleksja

Kategoria: Jakoś żyję, Zdjęcia; autor: evva
7.05.2009

W sumie to, jak już zauważyłam na blipie, jeśli człowiek ma trzy minuty od domu takie coś, to nie powinien siedzieć przy komputerze, stresować się głupotami i frustrować rzeczami, które obiektywnie nie mają żadnego znaczenia.

Teraz pozostaje mi tylko wcielić ten światły wniosek w życie.

Jakoś nie mam pomysłu na fajny i krótki tytuł informujący o tym, że wrzucam na blogusia foty widoku z okien, wnętrza domu i kwiatków.

Kategoria: Budowa, O szmatkach, Zdjęcia; autor: evva
5.05.2009

Co tu się będę rozwijać z komentarzem, skoro jeden obraz jest wart więcej… etc. A tu macie nawet więcej niż jeden obraz.


salon

sypialnia

pierwszomajowe kwiatki


PS Gdybym miała bloga szafowego, to bym prezentowała to na sobie, ale że nie mam, to prezentuję na fotelu. Mama mi zrobiła:


Czas wiosennego Miotania Się.

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
5.05.2009

Daję się prowokować, nie potrafię ugryźć się w język, nie łapię aluzji, tych mniej subtelnych także, zapominam, nie nadążam, nawalam, udaję, że nie widzę, wybucham płaczem bez sensu i powodu (…?). Rozważam zmianę pracy, na inną, na lepszą, na jakąkolwiek, w której nie ma się tyle do czynienia z głupotą ludzką i która zapewniłaby jednocześnie fundusze na chleb, masło i tequilę oraz wykończenie domu (jak nietrudno się domyślić, do chwili obecnej rozwiązań spełniających oba te warunki nie znaleziono).

Zdrowy rozsądek podpowiada, że tu trzeba urlopu, słońca, wody, powietrza i braku zasięgu; zdrowy rozsądek zaś kontruje, że no way, bo trzeba budżet reperować, a nie inwestować W PRZYJEMNOŚCI.

Trochę mnie przytłacza rzeczywistość, czas sunie naprzód zdecydowanie za szybko, a ja tradycyjnie trochę go gonię z wywieszonym jęzorem, a trochę oglądam się za siebie, czy aby na pewno chcę gonić i właściwie to co i kogo.

Czyli ― jak zwykle.