» 2008 » January

Archiwum - January 2008

Miało być już dawno, ale.

Kategoria: Ogłoszenia, Ładne rzeczy; autor: evva
17.01.2008

Kluło się o wiele za długo, w bólach i trudach, i chwilami traciłam już nadzieję, że cokolwiek z tego będzie. Ale jednak w końcu się udało i mogę — akurat w moje urodziny* — zaanonsować premierę swojej, ehmm, galerii:

Plan jest oczywiście taki, że rzecz będzie się rozwijać, pojawi się więcej różnych drobiazgów i w ogóle. W miarę, szczegół, wolnego czasu.

Bugi proszę zgłaszać na priv.

I, bardzo ważne. Ogromne dzięki dla Adasia. Bez niego by tego nigdy nie było.

*Trzydzieste czwarte, czujecie to? Że niby ja mam TRZYDZIEŚCI CZTERY lata? Jakaś pomyłka. I tak, wiem, że za nic świecie nie chciałabym znów być dziesięć lat młodsza (ani, co z tym nierozerwalnie związane, dziesięć lat głupsza), ale jednak. Trzydzieści cztery to prawie jak trzydzieści pięć, a zawsze sądziłam, że trzydzieści pięć to zaawansowany wiek średni. Pora zrewidować poglądy, najwyraźniej.

Nie wiem, kiedy weszłam w etap…

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
12.01.2008

…w którym zaczynam produkować teksty w klimacie „o tempora, o mores” i „a za moich czasów to…”. Ale sami popatrzcie.

Niby nie powinnam się dziwić, bo przecież z różnymi przejawami analfabetyzmu i półanalfabetyzmu mam do czynienia na co dzień, że tak to ujmę, zawodowo, a pamiętajmy, że (przynajmniej w założeniach) trafiają na mój ekran i pod moją klawiaturę wypłody osób z wykształceniem filologicznym lub innym specjalistycznym. Najwyraźniej jednak nie na wszystkich filologiach uczą o różnicy między dopełniaczem a biernikiem, niuansach stosowania zaimka „swój” czy też o tym, czym się różni funkcjonalność od funkcji; nie informują też, że usługi się świadczy (a nie zapewnia), potrzeby zaspokaja (a nie wypełnia) i tak dalej (mogłabym długo, tylko po co).

[Dygresja: w zasadzie to żałuję, że ze zleceniodawcami od tłumaczeń wiążą mnie umowy o poufności, bo z tych wszystkich translatorskich kwiatków dałoby się drugiego blogusia stworzyć, znacznie zabawniejszego zresztą niż niniejszy. Ale publikować ich nie mogę, więc się radością — poza jakimiś odpryskami bez znaczenia — z szerszą publiką niestety jednak nie podzielę.]

Może zresztą nie ma się co czepiać filologii, bo tego wszystkiego powinno się uczyć znacznie wcześniej. Nie mam ostatnio zbyt wiele kontaktu z tzw. młodzieżą, ale jaki odsetek maturzystów potrafi wyprodukować w miarę sensowny i w miarę bezbłędny tekst w języku ojczystym, wie ktoś? Bo jeśli wnosić z tego, co da się przeczytać w sieci, to jest on (odsetek, nie tekst) żałośnie wręcz nikły.

Więc dziwić się nie powinnam, a jednak nieustająco to robię. Naprawdę przeczytanie dwóch linijek prostego tekstu w ciągu kilkunastu sekund to jest taki wielki problem, że lepiej zamiast tego słuchać głosu lektora, którego zaangażowanie w tekst czytany (a często też tego tekstu zrozumienie) oscyluje najczęściej w okolicach zera? Nie będę urządzać przesadnej żałoby po BBC Prime, jako że telewizji nie oglądam praktycznie wcale, ale czy rzeczywiście jesteśmy jedynym krajem w Europie, którego mieszkańcy NIE DAJĄ RADY CZYTAĆ NAPISÓW W SWOIM WŁASNYM JĘZYKU?

Wolę chyba myśleć, że BBC ma jakieś inne powody, do których (z sobie tylko znanych przyczyn) nie chce się publicznie przyznać, a te opowieści o wynikach badań to zwykłe mydlenie oczu.

All those bad endings

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
7.01.2008

Jeśli chodzi o ludzi, zwykle niestety przeszacowuję na plus, to znaczy zakładam, że mają lepsze intencje, niż naprawdę mają. Nie chcę się w tej chwili zastanawiać, czy to dobrze; ciekawa jestem tylko, czy tym razem będzie jednak inaczej.

I czy cokolwiek [da się] zrobić, żeby.

Jakby to coś mogło pomóc.

Przesadzają z tym życiem, tak jakby nie wiedzieli, że wcale nie trzeba

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
5.01.2008

Miało być tak, że jak założę nowego blogusia, to będę pisać więcej, częściej i z sensem. A nie jest. Ciekawe, doprawdy, czemu.

Mamy niby czas podsumowań i postanowień noworocznych, więc miotam się troszkę między pokusą formułowania jednych i drugich a świadomością, że przecież dobrze wiem, co i z jednych, i z drugich wyniknie. I że naprawdę nic nie da powiedzenie sobie po raz kolejny „pracować mniej, zarabiać więcej, poświęcać czas na to, co ważne, ŻYĆ”, skoro najwyraźniej tego akurat nie potrafię i już, może więc dla odmiany powinnam zaakceptować i zająć się czymś bardziej produktywnym, tylko kiedy, prawda.

Niby są jakieś światełka w tunelu i drobne kroczki, książki, karnet na basen, świeżo wyciskany sok z pomarańczy, ale generalnie drobne kroczki nigdy mnie nie satysfakcjonowały wystarczająco, ja chciałabym wszystko na raz i od razu, i spektakularnie. I mówię sobie, że mam jakiś dar do brnięcia w ślepe uliczki, a może to jednak tylko lenistwo i strach. Nie wiem. Byle do wiosny, tak?

PS Co do tytułu zaś: mam wielką ochotę sprawić sobie to. Ale sto dwadzieścia dziewięć złotych?