…w którym zaczynam produkować teksty w klimacie „o tempora, o mores” i „a za moich czasów to…”. Ale sami popatrzcie.
Niby nie powinnam się dziwić, bo przecież z różnymi przejawami analfabetyzmu i półanalfabetyzmu mam do czynienia na co dzień, że tak to ujmę, zawodowo, a pamiętajmy, że (przynajmniej w założeniach) trafiają na mój ekran i pod moją klawiaturę wypłody osób z wykształceniem filologicznym lub innym specjalistycznym. Najwyraźniej jednak nie na wszystkich filologiach uczą o różnicy między dopełniaczem a biernikiem, niuansach stosowania zaimka „swój” czy też o tym, czym się różni funkcjonalność od funkcji; nie informują też, że usługi się świadczy (a nie zapewnia), potrzeby zaspokaja (a nie wypełnia) i tak dalej (mogłabym długo, tylko po co).
[Dygresja: w zasadzie to żałuję, że ze zleceniodawcami od tłumaczeń wiążą mnie umowy o poufności, bo z tych wszystkich translatorskich kwiatków dałoby się drugiego blogusia stworzyć, znacznie zabawniejszego zresztą niż niniejszy. Ale publikować ich nie mogę, więc się radością — poza jakimiś odpryskami bez znaczenia — z szerszą publiką niestety jednak nie podzielę.]
Może zresztą nie ma się co czepiać filologii, bo tego wszystkiego powinno się uczyć znacznie wcześniej. Nie mam ostatnio zbyt wiele kontaktu z tzw. młodzieżą, ale jaki odsetek maturzystów potrafi wyprodukować w miarę sensowny i w miarę bezbłędny tekst w języku ojczystym, wie ktoś? Bo jeśli wnosić z tego, co da się przeczytać w sieci, to jest on (odsetek, nie tekst) żałośnie wręcz nikły.
Więc dziwić się nie powinnam, a jednak nieustająco to robię. Naprawdę przeczytanie dwóch linijek prostego tekstu w ciągu kilkunastu sekund to jest taki wielki problem, że lepiej zamiast tego słuchać głosu lektora, którego zaangażowanie w tekst czytany (a często też tego tekstu zrozumienie) oscyluje najczęściej w okolicach zera? Nie będę urządzać przesadnej żałoby po BBC Prime, jako że telewizji nie oglądam praktycznie wcale, ale czy rzeczywiście jesteśmy jedynym krajem w Europie, którego mieszkańcy NIE DAJĄ RADY CZYTAĆ NAPISÓW W SWOIM WŁASNYM JĘZYKU?
Wolę chyba myśleć, że BBC ma jakieś inne powody, do których (z sobie tylko znanych przyczyn) nie chce się publicznie przyznać, a te opowieści o wynikach badań to zwykłe mydlenie oczu.