Tak, wiem, musimy popracować nad ortografią ;)
Kategoria: Budyń, Zdjęcia; autor: evva
Temat:
Rodzina
Komentarz odautorski:
Taty nie ma, bo poszedł do pracy.
A ty, mamo, tak się szeroko uśmiechasz, że ci w ogóle nosa nie widać.

Takie śmieszne zdjęcie mi wyszło.

Nie wiem, kiedy się to stało, ale mam córkę, która ma cztery lata, własne zdanie na każdy temat, blond włosy dłuższe od moich i, last but not least, fazę kucykową*.

*Poczucie piękna czterolatek jest dla mnie megazagadką, ale co robić. Dobrze poinformowani twierdzą jednakowoż, że młode dziewczęta z tego wyrastają i tego się trzymajmy. A dla fanów brokatu, różu, tęczowych motywów i sztuki cukierniczej nieco lepsza fota tortu tu.
Obserwacja: mając trzy lata oraz dziewięć i pół miesiąca, dziewczęta wchodzą w fazę różową. Po nabyciu różowych adidasów wiosennych („chcę te, bo mają gwiazdeczki i Wiktorka ma takie”) Joanna zażądała kategorycznie zakupu różowego płynu do spryskiwaczy na stacji Orlen.
…i chwilowo będzie koniec. Gromadzę zasoby (energetyczne, koncepcyjne i finansowe) na dalsze działania.



Tą porą roku raczej nie jest mi szczególnie łatwo, nie ma co udawać. Najchętniej spędziłabym najbliższe dwa miesiące pod kołdrą, popijając ewentualnie koktajl bananowy na maślance (wyczytałam gdzieś, że banan zawiera tryptofan, więc pomaga w łagodzeniu stanów depresyjnych — jeśli nawet dysponujecie niezbitymi dowodami, że to nieprawda, to mi nie mówcie; nie wierzę w homeopatię, ale wierzę w placebo) i dużo herbaty z miodem i cytryną. Nie ma tak dobrze jednakowoż, trzeba co rano wyłazić z łóżka celem choćby zarabiania na chleb, masło i kredycik (a już tylko 28 lat nam zostało).
Refleksje mniej lub bardziej ogólne dryfują mi jednak w kierunkach takich bardziej smętnych, o budyniu myślę na przykład, że może tylko mnie się wydawało, że macierzyństwo mnie rozwinęło jako człowieka, a dla innych jestem z tym swoim wspominaniem o Joannie co chwilę kompletnie niestrawna łamane przez nudna. Tak, wiem, kiedyś miałam sophisticated rozterki i publikowałam na blogusiu różne sophisticated rozdrapy przeplatane sophisticated przemyśleniami, a teraz co — praca, dom, Młoda, dobrerzeczy, ładnerzeczy, wszystko się jakoś samo i nie samo poukładało i przestałam się przejmować tym, co ludzie, i w ogóle tym, na co nie mam wpływu. I, co gorsza (?), z reguły nie najgorzej mi z tym. Bo, pomijając różne chwilowe wpadki i upadki, nigdy wcześniej nie było mi tak dobrze ze sobą samą, jak przez ostatnie parę lat, i wydaje mi się, że wcale niekoniecznie tylko dlatego, że spełniłam się jako kobieta i matkapolka — urodziłam córkę, posadziłam drzewo, zbudowałam dom ;) — ale też dlatego, że wiem, czego chcę, i, ważniejsze nawet, wiem czego nie chcę, na co na pewno nie pozwolę, a co mnie kompletnie nie obchodzi.
Ale może tylko mi się wydaje, bo budyń trwale zalał mi pole widzenia.
Ale nawet jeśli, to chyba mogę z tym żyć.

(zdjęcie: Ania B.)
Oraz, tak, przeprowadziliśmy się i jeszcze żyję. I, tak, wrzucę kiedyś zdjęcia. Jak będzie kiedy je zrobić i jak będzie co pokazać. Na razie mogę wrzucić listę tego, co jeszcze trzeba zrobić, ale nie chcę się stresować zanadto ;)