» Sama nie wiem

Archiwum kategorii Sama nie wiem

Bo kiedy Marian ze schodów spadł, to całkiem mu się pozmieniał świat

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
5.04.2009

Uwielbiam po prostu, kiedy ktoś wie lepiej ode mnie, na co mnie stać, co mogę, czego chcę i co powinnam. I kiedy ode mnie wymaga bardzo wiele, znajdując jednocześnie piętrowe usprawiedliwienie dla każdej swojej nieracjonalności, słabości, głupoty, neurozy, psychozy, obsesyjki i diabli wiedzą, czego jeszcze.

Są ludzie, których ― z racji choćby więzów krwi i innych podobnych uwarunkowań ― olać się po prostu nie da. I (więc, wobec powyższego, z reguły) naprawdę chciałoby się ich mieć po swojej stronie.

I co z tego.

A piece of nothing

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
4.03.2009

Kiedy Asia była malutka, miała jakoś rok czy półtora, i płakała ze strachu i podobnych powodów, uspokajaliśmy ją, mówiąc między innymi „nic [w domyśle: złego] się nie dzieje”. Asia przejęła ten sposób i później przez jakiś czas w krytycznych sytuacjach krzyczała rozpaczliwie przez łzy „NIC SIĘ NIE DZIEJE, NIC SIĘ NIE DZIEJE!!”.

Otóż mam właśnie ochotę krzyczeć tak jak Asia.

Ale to zapewne tylko pieprzony przednówek, więc może lepiej nie zwracajcie na mnie uwagi.

Aktualnie jeszcze zima, jakże nie lubimy zim.

Kategoria: Budyń, Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
12.02.2009

Tą porą roku raczej nie jest mi szczególnie łatwo, nie ma co udawać. Najchętniej spędziłabym najbliższe dwa miesiące pod kołdrą, popijając ewentualnie koktajl bananowy na maślance (wyczytałam gdzieś, że banan zawiera tryptofan, więc pomaga w łagodzeniu stanów depresyjnych — jeśli nawet dysponujecie niezbitymi dowodami, że to nieprawda, to mi nie mówcie; nie wierzę w homeopatię, ale wierzę w placebo) i dużo herbaty z miodem i cytryną. Nie ma tak dobrze jednakowoż, trzeba co rano wyłazić z łóżka celem choćby zarabiania na chleb, masło i kredycik (a już tylko 28 lat nam zostało).

Refleksje mniej lub bardziej ogólne dryfują mi jednak w kierunkach takich bardziej smętnych, o budyniu myślę na przykład, że może tylko mnie się wydawało, że macierzyństwo mnie rozwinęło jako człowieka, a dla innych jestem z tym swoim wspominaniem o Joannie co chwilę kompletnie niestrawna łamane przez nudna. Tak, wiem, kiedyś miałam sophisticated rozterki i publikowałam na blogusiu różne sophisticated rozdrapy przeplatane sophisticated przemyśleniami, a teraz co — praca, dom, Młoda, dobrerzeczy, ładnerzeczy, wszystko się jakoś samo i nie samo poukładało i przestałam się przejmować tym, co ludzie, i w ogóle tym, na co nie mam wpływu. I, co gorsza (?), z reguły nie najgorzej mi z tym. Bo, pomijając różne chwilowe wpadki i upadki, nigdy wcześniej nie było mi tak dobrze ze sobą samą, jak przez ostatnie parę lat, i wydaje mi się, że wcale niekoniecznie tylko dlatego, że spełniłam się jako kobieta i matkapolka — urodziłam córkę, posadziłam drzewo, zbudowałam dom ;) — ale też dlatego, że wiem, czego chcę, i, ważniejsze nawet, wiem czego nie chcę, na co na pewno nie pozwolę, a co mnie kompletnie nie obchodzi.

Ale może tylko mi się wydaje, bo budyń trwale zalał mi pole widzenia.

Ale nawet jeśli, to chyba mogę z tym żyć.

Now Andy, did you hear about this one?

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
5.01.2009

Dzieje mi się to, co chyba wszystkim, blip zastępuje stopniowo i skutecznie swojego starszego blogowego brata, niby w stu sześćdziesięciu znakach nie da się za wiele powiedzieć o rzeczywistości, a proszę, jednak. Może, jak już tu zauważałam parokrotnie, po prostu nie mam do powiedzenia o rzeczywistości za wiele.

I może to i dobrze.

W chwili obecnej życzę sobie bowiem głównie tego, aby w świeżo rozpoczętym nowym roku nie działo się NIC, żeby nie było żadnych Ważnych Wydarzeń, Trudnych Decyzji i Brzemiennych W Skutki Wyborów. Ani, może jeszcze, Dramatycznych Wahań Kursu Franka. I chciałabym wierzyć, że kiedyś wreszcie uda mi się wyspać.

Postanowień noworocznych też nie będzie, nie będę się wygłupiać, w moim wieku? Za niecałe dwa tygodnie wejdę bowiem definitywnie w wiek średni i pierwszy raz w życiu mam traumę urodzinową, trzydziestka nie ruszyła mnie w zasadzie wcale, trzydziestka piątka jednak wywołuje — bez sensu, wiem — wrażenie, że oto przechodzę przez jakieś bezpowrotnie zamykające się drzwi, #birthdaypanic. I nie pomaga świadomość, że z pewnego punktu widzenia przechodzę przez takie drzwi codziennie, a z innego punktu widzenia drzwi zamykających się bezpowrotnie nie ma właściwie w ogóle. Trudno, pozostanie mi przecież zaakceptować to tak samo jak wiele innych rzeczy (uczę się akceptować rzeczywistość i nie przejmować tym, na co nie mam wpływu, i nawet mam w tej dziedzinie pewne sukcesy, lepiej późno niż wcale wszak). Pocieszę się faktem, że NIE WYGLĄDAM. Bo przecież nie wyglądam, prawda?

I kiedyś Wam pokażę w końcu zdjęcia domu, seriously. Niech tylko przestanie się robić ciemno w samo południe. Nienawidzę zimy, mówiłam już?

Liczby, wyznaję, wzięłam z sufitu, ale liczy się wszak the point.

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
24.12.2008

W związku ze świętami Bożego Narodzenia przeciętny Polak spędza 13 godzin na zakupach, 7,5 godziny w korkach, 22 godziny na gotowaniu i sprzątaniu, 6,5 godziny z rodziną, 28 godzin przed telewizorem i 1 godzinę w kościele.

Zdrowych, spokojnych.

A jaką TY stosujesz Teorię Wychowania?

Kategoria: Budyń, Sama nie wiem, Śmieci z sieci; autor: evva
4.08.2008

Miłosiernie nie wspomnę, kto i w jakich okolicznościach zadał mi tytułowe pytanie, dość, że nie bardzo wypadało wówczas roześmiać się w głos i popukać w głowę; ponieważ zaś było to już jakiś czas temu, autor pytania miał okazję zacząć weryfikować słuszność dowolnie wybranej teorii wychowania w praktyce i pewnie dziś by tak pochopnie rzeczonego pytania nie zadał.

Niemniej jednak sam fakt pojawiania się takich pytań albo takich tekstów daje mi trochę do myślenia. Mam wrażenie, że jakaś ciągłość się w świecie przerwała i rzeczom oczywistym dorabia się teraz Teorię i Tezę, dokleja nową metkę i sprzedaje, najlepiej rzecz jasna drogo, biednym, niedoświadczonym, zbłąkanym w mgle rzeczywistości mamom i tatom, spragnionym pewnie w równym stopniu wiedzy i pomocy, co uznania i potwierdzenia, że czynią słusznie.

Pani Montessori po, uwaga, długich i wytrwałych naukowych obserwacjach zauważyła, że dzieci uczą się różnych rzeczy przez chłonięcie tego, co jest wokół nich. I że każde dziecko jest inne, powinno więc rozwijać się według indywidualnego planu rozwoju. Doprawdy, jest to przecież odkrycie warte Nobla w dziedzinie psychologii (co za szkoda, że nie dają) i grubych tysięcy, płaconych corocznie przez rodziców za przedszkola, w których dzieci działają według Metody i zamiast zabawek, zabaw i gier mają Materiały, z którymi Pracują. Oraz angielski oczywiście. A wszystko, rzecz jasna, dla ich dobra. I żeby im zapewnić jak najlepszy start, bo jak wiadomo bez najlepszego startu nie da się osiągnąć odpowiedniego poziomu lansu.

Od setek tysięcy lat matki tuliły swoje dzieci i była to rzecz najnaturalniejsza w świecie; teraz opakowuje się to w pseudonaukowy bełkot o poczuciu bezpieczeństwa, stawianiu granic, rozwoju mózgu i kontakcie fizycznym i nazywa Metodą Holdingu, polecanego m.in. jako jeden z nowatorskich sposobów radzenia sobie ze zbuntowanym parolatkiem. Jak dziecko ryczy, to je mocno przytul, prawda, jaka światła porada, bez terapeuty nie ma szans na to wpaść. I przecież jeśli babcia, która wychowała siedmioro dzieci i pochowała kolejnych troje, mówi „jak mały ryczy, to daj mu jeść, zmień mu pieluchę albo go przytul”, to się nie zna i teraz są inne czasy. Dopiero taka sama rada poparta autorytetem Zaklinaczki Niemowląt czy innej Superniani ma sens i jest godna zastosowania (no, w roli Superniani ostatecznie mogą wystąpić wirtualne ciocie na forumie, nikt wszak nie zna się na dzieciach tak dobrze, jak inne ogłupiałe od Internetu mamusie fasolek, które wprawdzie same są mamusiami dopiero od trzech miesięcy, ale przecież CZYTAŁY, ŻE).

Zatem w kwestii Teorii Wychowania: zamierzam lansować swoją. Nazwijmy ją „3S”: słuchaj swojego dziecka, słuchaj intuicji, słuchaj zdrowego rozsądku.

Tyle.

PS. Na wszelki wypadek, dla czytelników osobiście urażonych powyższym, mających problemy z moją zawikłaną frazą lub w ogóle niekumających, o co mi chodzi: niniejsza notka nie jest o tym, że nie należy czytać i słuchać, a psychologia i pedagogika to bzdury. Jest o tym, że nadgorliwość jest czasem gorsza od faszyzmu, a zanim zdecydujemy się za czymkolwiek podążyć, w cokolwiek uwierzyć i za cokolwiek zapłacić — zwłaszcza dla dobra własnych dzieci (straszna pułapka, to cudze dobro, naprawdę) — powinniśmy chwilę pomyśleć.

Jeśli jest niedziela, to czas posprzątać w torebce.

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
20.07.2008

A w niej same potrzebne rzeczy:
– okulary słoneczne
– naklejka „Dzielny pacjent”
– szczotka do włosów
– gumka do włosów
– konik z serii My Little Pony, różowy (chińska podróba, prezent od prababci J.)
– wyniki badania moczu Asi, nieprawidłowe
– wyniki badania moczu Asi, prawidłowe (z tyłu rysunek przyszłego stołu na poddaszu)
– dowód od auta
– pojemnik Aventu (do przewożenia rzeczy, którymi Asia śmieci)
– puste opakowanie po paracetamolu
– szal (stare srebro, haft w kwiaty)
– druga gumka do włosów
– spinka z kokardką (prezent od Cioci Oli)
– zakrętka od buteleczki z zapachem do auta (zielona herbata)
– długopis
– noga lalki dzidziusia (ojno, bo odpadła)
– klucze od auta
– patyk od lizaka
– kosmetyczka (czerwona z kwiatkiem; w środku malowidła, trochę tylko nadużyte przez Asię; Asia lubi zwłaszcza cienie do oczu z Sephory, paleta brązów)
– przepalona żarówka od drugiego auta
– bransoletka (czerń + ecru, jak klawisze pianina)
– puder sypki (wielkie pudło, nie mieści się do kosmetyczki)
– białe szydełkowe bolerko, rozmiar na trzylatkę
– portfel, w nim kłąb potwierdzeń nadania przesyłki poleconej oraz paragonów, najwięcej z Tesco, Orlenu i H&M
– karta katalogowa płytek Paradyż Hiroe (nie, nie chcemy oranżu, rozważamy tylko czarno-białą mozaikę w kwiatki)
– miarka 2 m, zwijana, zielona
– 2 listy do wysłania, jeden ze znaczkiem.

If a cluttered bag is a sign of a cluttered mind, of what, then, is an empty…?

Idę się zastrzelić.

Kategoria: Budyń, Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
3.04.2008

- Asiu, a co dziadek robi w pracy?
– Naprawia samochody.
– A co tata robi w pracy?
– Wymyśla różne rzeczy i zapisuje na kartce.
– A co mama robi w pracy?
– Mama nie jest w pracy, mama jest w domu!

Nie wiem, kiedy weszłam w etap…

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
12.01.2008

…w którym zaczynam produkować teksty w klimacie „o tempora, o mores” i „a za moich czasów to…”. Ale sami popatrzcie.

Niby nie powinnam się dziwić, bo przecież z różnymi przejawami analfabetyzmu i półanalfabetyzmu mam do czynienia na co dzień, że tak to ujmę, zawodowo, a pamiętajmy, że (przynajmniej w założeniach) trafiają na mój ekran i pod moją klawiaturę wypłody osób z wykształceniem filologicznym lub innym specjalistycznym. Najwyraźniej jednak nie na wszystkich filologiach uczą o różnicy między dopełniaczem a biernikiem, niuansach stosowania zaimka „swój” czy też o tym, czym się różni funkcjonalność od funkcji; nie informują też, że usługi się świadczy (a nie zapewnia), potrzeby zaspokaja (a nie wypełnia) i tak dalej (mogłabym długo, tylko po co).

[Dygresja: w zasadzie to żałuję, że ze zleceniodawcami od tłumaczeń wiążą mnie umowy o poufności, bo z tych wszystkich translatorskich kwiatków dałoby się drugiego blogusia stworzyć, znacznie zabawniejszego zresztą niż niniejszy. Ale publikować ich nie mogę, więc się radością — poza jakimiś odpryskami bez znaczenia — z szerszą publiką niestety jednak nie podzielę.]

Może zresztą nie ma się co czepiać filologii, bo tego wszystkiego powinno się uczyć znacznie wcześniej. Nie mam ostatnio zbyt wiele kontaktu z tzw. młodzieżą, ale jaki odsetek maturzystów potrafi wyprodukować w miarę sensowny i w miarę bezbłędny tekst w języku ojczystym, wie ktoś? Bo jeśli wnosić z tego, co da się przeczytać w sieci, to jest on (odsetek, nie tekst) żałośnie wręcz nikły.

Więc dziwić się nie powinnam, a jednak nieustająco to robię. Naprawdę przeczytanie dwóch linijek prostego tekstu w ciągu kilkunastu sekund to jest taki wielki problem, że lepiej zamiast tego słuchać głosu lektora, którego zaangażowanie w tekst czytany (a często też tego tekstu zrozumienie) oscyluje najczęściej w okolicach zera? Nie będę urządzać przesadnej żałoby po BBC Prime, jako że telewizji nie oglądam praktycznie wcale, ale czy rzeczywiście jesteśmy jedynym krajem w Europie, którego mieszkańcy NIE DAJĄ RADY CZYTAĆ NAPISÓW W SWOIM WŁASNYM JĘZYKU?

Wolę chyba myśleć, że BBC ma jakieś inne powody, do których (z sobie tylko znanych przyczyn) nie chce się publicznie przyznać, a te opowieści o wynikach badań to zwykłe mydlenie oczu.

All those bad endings

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
7.01.2008

Jeśli chodzi o ludzi, zwykle niestety przeszacowuję na plus, to znaczy zakładam, że mają lepsze intencje, niż naprawdę mają. Nie chcę się w tej chwili zastanawiać, czy to dobrze; ciekawa jestem tylko, czy tym razem będzie jednak inaczej.

I czy cokolwiek [da się] zrobić, żeby.

Jakby to coś mogło pomóc.