» Sama nie wiem

Archiwum kategorii Sama nie wiem

Pierwszy maja.

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
4.05.2010

Wszędzie mokro i zielono, przeczekuję atak grafomanii, dusi mnie od środka i świerzbi w opuszkach palców, cicho, idiotko, napij się lepiej wina.

Po kolejnym kieliszku ktoś niby żartem zadaje pytanie, a może, a ja całkiem serio rozważam, czy może jednak.

Przeżyłam już jakoś połowę swojego życia i nadal nie bardzo wiem, o co w nim chodzi.

It’s always darkest before DST

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
12.11.2009

Wyznaję, i to bez wstydu, że kompletnie nie pojmuję koncepcji Daylight Saving Time*. Że niby co się tu oszczędza? Czas? Światło? Prąd? Pieniądze? Pfff. Moim zdaniem pomysł kompletnie poroniony, pozytywów w tym żadnych, zanim człowiek się dobrze rozpędzi, to się robi ciemno. A że zimno i ponuro jest cały czas — wiadomo, listopad — to tzw. efekt końcowy jest, jaki jest. Znaczy się beznadziejny.

Może to jakiś chory eksperyment socjologiczny, prapierwowzór flashmoba, sprawdźmy, czy da się namówić większą część ludzkości, żeby określonego dnia przesuwała sobie wszystkie zegarki o godzinę? To się udało rewelacyjnie. Wnioski z eksperymentu są zapewne odkrywcze: Ludzie Są Dziwni.

*Tak, mam gugla i wiem, co na to wikipedia, timeanddate.com oraz Suworow (via KAnusia). I?

Oczywiście, że wszystko jest OK i tylko w głowie mi się przewraca od nadmiaru dobrobytu, a myśleliście, że co?

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
18.08.2009

Zawodowo brnę przez nadmiary słów, niezbyt gorliwie unikając analogii do przerzucania łajna i innych niezbyt ładnych i miłych substancji ― bo co tu się oszukiwać zresztą, skoro w większości przypadków analogia ta nie dość, że występuje, to wręcz, nomen omen, wali prosto między oczy. Ktoś wytknął mi wprawdzie niedawno, że nieustająco narzekam na swoją pracę, a przecież innej bym nie chciała, i właściwie to nawet miał rację, bo przecież bym nie chciała. A gdybym nawet chciała, to znikoma szansa, że zapewnię sobie dzięki temu niezbędne środki na, więc jakby wracamy do punktu wyjścia.

Prywatnie uczę się milczeć do skutku, powtarzać do wyrzygania, reagować, ignorować, racjonalizować, interpretować na korzyść. I chciałabym kiedyś móc tu napisać, że już się wreszcie nauczyłam, ale jakoś tak przestaję wierzyć w Przełomy i Zmiany, więc pewnie będę się tak miotać dalej, tylko coraz bardziej żałośnie i (oby) coraz mniej otwarcie, bo w sumie co z publicznej manifestacji miotania się człowiekowi przychodzi i dlaczego doskonale wiemy, że nic. A już na pewno nic dobrego.

I jakbym nawet potrafiła o tym rozmawiać, to co powiem? Że wszystko jest w porządku i że sama chciałam?

Czas wiosennego Miotania Się.

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
5.05.2009

Daję się prowokować, nie potrafię ugryźć się w język, nie łapię aluzji, tych mniej subtelnych także, zapominam, nie nadążam, nawalam, udaję, że nie widzę, wybucham płaczem bez sensu i powodu (…?). Rozważam zmianę pracy, na inną, na lepszą, na jakąkolwiek, w której nie ma się tyle do czynienia z głupotą ludzką i która zapewniłaby jednocześnie fundusze na chleb, masło i tequilę oraz wykończenie domu (jak nietrudno się domyślić, do chwili obecnej rozwiązań spełniających oba te warunki nie znaleziono).

Zdrowy rozsądek podpowiada, że tu trzeba urlopu, słońca, wody, powietrza i braku zasięgu; zdrowy rozsądek zaś kontruje, że no way, bo trzeba budżet reperować, a nie inwestować W PRZYJEMNOŚCI.

Trochę mnie przytłacza rzeczywistość, czas sunie naprzód zdecydowanie za szybko, a ja tradycyjnie trochę go gonię z wywieszonym jęzorem, a trochę oglądam się za siebie, czy aby na pewno chcę gonić i właściwie to co i kogo.

Czyli ― jak zwykle.

Bo kiedy Marian ze schodów spadł, to całkiem mu się pozmieniał świat

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
5.04.2009

Uwielbiam po prostu, kiedy ktoś wie lepiej ode mnie, na co mnie stać, co mogę, czego chcę i co powinnam. I kiedy ode mnie wymaga bardzo wiele, znajdując jednocześnie piętrowe usprawiedliwienie dla każdej swojej nieracjonalności, słabości, głupoty, neurozy, psychozy, obsesyjki i diabli wiedzą, czego jeszcze.

Są ludzie, których ― z racji choćby więzów krwi i innych podobnych uwarunkowań ― olać się po prostu nie da. I (więc, wobec powyższego, z reguły) naprawdę chciałoby się ich mieć po swojej stronie.

I co z tego.

A piece of nothing

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
4.03.2009

Kiedy Asia była malutka, miała jakoś rok czy półtora, i płakała ze strachu i podobnych powodów, uspokajaliśmy ją, mówiąc między innymi „nic [w domyśle: złego] się nie dzieje”. Asia przejęła ten sposób i później przez jakiś czas w krytycznych sytuacjach krzyczała rozpaczliwie przez łzy „NIC SIĘ NIE DZIEJE, NIC SIĘ NIE DZIEJE!!”.

Otóż mam właśnie ochotę krzyczeć tak jak Asia.

Ale to zapewne tylko pieprzony przednówek, więc może lepiej nie zwracajcie na mnie uwagi.

Aktualnie jeszcze zima, jakże nie lubimy zim.

Kategoria: Budyń, Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
12.02.2009

Tą porą roku raczej nie jest mi szczególnie łatwo, nie ma co udawać. Najchętniej spędziłabym najbliższe dwa miesiące pod kołdrą, popijając ewentualnie koktajl bananowy na maślance (wyczytałam gdzieś, że banan zawiera tryptofan, więc pomaga w łagodzeniu stanów depresyjnych — jeśli nawet dysponujecie niezbitymi dowodami, że to nieprawda, to mi nie mówcie; nie wierzę w homeopatię, ale wierzę w placebo) i dużo herbaty z miodem i cytryną. Nie ma tak dobrze jednakowoż, trzeba co rano wyłazić z łóżka celem choćby zarabiania na chleb, masło i kredycik (a już tylko 28 lat nam zostało).

Refleksje mniej lub bardziej ogólne dryfują mi jednak w kierunkach takich bardziej smętnych, o budyniu myślę na przykład, że może tylko mnie się wydawało, że macierzyństwo mnie rozwinęło jako człowieka, a dla innych jestem z tym swoim wspominaniem o Joannie co chwilę kompletnie niestrawna łamane przez nudna. Tak, wiem, kiedyś miałam sophisticated rozterki i publikowałam na blogusiu różne sophisticated rozdrapy przeplatane sophisticated przemyśleniami, a teraz co — praca, dom, Młoda, dobrerzeczy, ładnerzeczy, wszystko się jakoś samo i nie samo poukładało i przestałam się przejmować tym, co ludzie, i w ogóle tym, na co nie mam wpływu. I, co gorsza (?), z reguły nie najgorzej mi z tym. Bo, pomijając różne chwilowe wpadki i upadki, nigdy wcześniej nie było mi tak dobrze ze sobą samą, jak przez ostatnie parę lat, i wydaje mi się, że wcale niekoniecznie tylko dlatego, że spełniłam się jako kobieta i matkapolka — urodziłam córkę, posadziłam drzewo, zbudowałam dom ;) — ale też dlatego, że wiem, czego chcę, i, ważniejsze nawet, wiem czego nie chcę, na co na pewno nie pozwolę, a co mnie kompletnie nie obchodzi.

Ale może tylko mi się wydaje, bo budyń trwale zalał mi pole widzenia.

Ale nawet jeśli, to chyba mogę z tym żyć.

Now Andy, did you hear about this one?

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem; autor: evva
5.01.2009

Dzieje mi się to, co chyba wszystkim, blip zastępuje stopniowo i skutecznie swojego starszego blogowego brata, niby w stu sześćdziesięciu znakach nie da się za wiele powiedzieć o rzeczywistości, a proszę, jednak. Może, jak już tu zauważałam parokrotnie, po prostu nie mam do powiedzenia o rzeczywistości za wiele.

I może to i dobrze.

W chwili obecnej życzę sobie bowiem głównie tego, aby w świeżo rozpoczętym nowym roku nie działo się NIC, żeby nie było żadnych Ważnych Wydarzeń, Trudnych Decyzji i Brzemiennych W Skutki Wyborów. Ani, może jeszcze, Dramatycznych Wahań Kursu Franka. I chciałabym wierzyć, że kiedyś wreszcie uda mi się wyspać.

Postanowień noworocznych też nie będzie, nie będę się wygłupiać, w moim wieku? Za niecałe dwa tygodnie wejdę bowiem definitywnie w wiek średni i pierwszy raz w życiu mam traumę urodzinową, trzydziestka nie ruszyła mnie w zasadzie wcale, trzydziestka piątka jednak wywołuje — bez sensu, wiem — wrażenie, że oto przechodzę przez jakieś bezpowrotnie zamykające się drzwi, #birthdaypanic. I nie pomaga świadomość, że z pewnego punktu widzenia przechodzę przez takie drzwi codziennie, a z innego punktu widzenia drzwi zamykających się bezpowrotnie nie ma właściwie w ogóle. Trudno, pozostanie mi przecież zaakceptować to tak samo jak wiele innych rzeczy (uczę się akceptować rzeczywistość i nie przejmować tym, na co nie mam wpływu, i nawet mam w tej dziedzinie pewne sukcesy, lepiej późno niż wcale wszak). Pocieszę się faktem, że NIE WYGLĄDAM. Bo przecież nie wyglądam, prawda?

I kiedyś Wam pokażę w końcu zdjęcia domu, seriously. Niech tylko przestanie się robić ciemno w samo południe. Nienawidzę zimy, mówiłam już?

Liczby, wyznaję, wzięłam z sufitu, ale liczy się wszak the point.

Kategoria: Sama nie wiem; autor: evva
24.12.2008

W związku ze świętami Bożego Narodzenia przeciętny Polak spędza 13 godzin na zakupach, 7,5 godziny w korkach, 22 godziny na gotowaniu i sprzątaniu, 6,5 godziny z rodziną, 28 godzin przed telewizorem i 1 godzinę w kościele.

Zdrowych, spokojnych.

A jaką TY stosujesz Teorię Wychowania?

Kategoria: Budyń, Sama nie wiem, Śmieci z sieci; autor: evva
4.08.2008

Miłosiernie nie wspomnę, kto i w jakich okolicznościach zadał mi tytułowe pytanie, dość, że nie bardzo wypadało wówczas roześmiać się w głos i popukać w głowę; ponieważ zaś było to już jakiś czas temu, autor pytania miał okazję zacząć weryfikować słuszność dowolnie wybranej teorii wychowania w praktyce i pewnie dziś by tak pochopnie rzeczonego pytania nie zadał.

Niemniej jednak sam fakt pojawiania się takich pytań albo takich tekstów daje mi trochę do myślenia. Mam wrażenie, że jakaś ciągłość się w świecie przerwała i rzeczom oczywistym dorabia się teraz Teorię i Tezę, dokleja nową metkę i sprzedaje, najlepiej rzecz jasna drogo, biednym, niedoświadczonym, zbłąkanym w mgle rzeczywistości mamom i tatom, spragnionym pewnie w równym stopniu wiedzy i pomocy, co uznania i potwierdzenia, że czynią słusznie.

Pani Montessori po, uwaga, długich i wytrwałych naukowych obserwacjach zauważyła, że dzieci uczą się różnych rzeczy przez chłonięcie tego, co jest wokół nich. I że każde dziecko jest inne, powinno więc rozwijać się według indywidualnego planu rozwoju. Doprawdy, jest to przecież odkrycie warte Nobla w dziedzinie psychologii (co za szkoda, że nie dają) i grubych tysięcy, płaconych corocznie przez rodziców za przedszkola, w których dzieci działają według Metody i zamiast zabawek, zabaw i gier mają Materiały, z którymi Pracują. Oraz angielski oczywiście. A wszystko, rzecz jasna, dla ich dobra. I żeby im zapewnić jak najlepszy start, bo jak wiadomo bez najlepszego startu nie da się osiągnąć odpowiedniego poziomu lansu.

Od setek tysięcy lat matki tuliły swoje dzieci i była to rzecz najnaturalniejsza w świecie; teraz opakowuje się to w pseudonaukowy bełkot o poczuciu bezpieczeństwa, stawianiu granic, rozwoju mózgu i kontakcie fizycznym i nazywa Metodą Holdingu, polecanego m.in. jako jeden z nowatorskich sposobów radzenia sobie ze zbuntowanym parolatkiem. Jak dziecko ryczy, to je mocno przytul, prawda, jaka światła porada, bez terapeuty nie ma szans na to wpaść. I przecież jeśli babcia, która wychowała siedmioro dzieci i pochowała kolejnych troje, mówi „jak mały ryczy, to daj mu jeść, zmień mu pieluchę albo go przytul”, to się nie zna i teraz są inne czasy. Dopiero taka sama rada poparta autorytetem Zaklinaczki Niemowląt czy innej Superniani ma sens i jest godna zastosowania (no, w roli Superniani ostatecznie mogą wystąpić wirtualne ciocie na forumie, nikt wszak nie zna się na dzieciach tak dobrze, jak inne ogłupiałe od Internetu mamusie fasolek, które wprawdzie same są mamusiami dopiero od trzech miesięcy, ale przecież CZYTAŁY, ŻE).

Zatem w kwestii Teorii Wychowania: zamierzam lansować swoją. Nazwijmy ją „3S”: słuchaj swojego dziecka, słuchaj intuicji, słuchaj zdrowego rozsądku.

Tyle.

PS. Na wszelki wypadek, dla czytelników osobiście urażonych powyższym, mających problemy z moją zawikłaną frazą lub w ogóle niekumających, o co mi chodzi: niniejsza notka nie jest o tym, że nie należy czytać i słuchać, a psychologia i pedagogika to bzdury. Jest o tym, że nadgorliwość jest czasem gorsza od faszyzmu, a zanim zdecydujemy się za czymkolwiek podążyć, w cokolwiek uwierzyć i za cokolwiek zapłacić — zwłaszcza dla dobra własnych dzieci (straszna pułapka, to cudze dobro, naprawdę) — powinniśmy chwilę pomyśleć.