» Skądinąd

Archiwum kategorii Skądinąd

Ruinki #1

Kategoria: Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.10.2014

Normandia AKA niedosyt.

Kategoria: Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
27.08.2014

Czyli jak zawsze: za mało, za krótko, za daleko.
I wrócimy tam kiedyś kamperem, bo odległości za duże na zwiedzanie ze stacjonarnej bazy.

A focie już pewnie widzieliście na FB, ale tu są ładnie podane i z soundtrackiem (jak się kliknie, to się otwiera jeszcze ładniejsze).

London calling.

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
26.10.2012

Taste the possibilities.

Wiele miejsc pozostawia we mnie niedosyt, ale to jedno zawsze i najbardziej, jeszcze tam jestem, już za nim tęsknię.
Mogłabym tam żyć. Chciałabym.
I próbuję wytłumaczyć bliźnim, że to wcale nie znaczy, że moje życie teraz tu jest nieciekawe i złe, po prostu chciałabym mieć drugie, równoległe, tam. Raz na jakiś czas. Kiedyś.
I nie przekonujcie mnie, że się da. Wiem, że się da. #coelhowannabe: może najfajniejsze marzenia to te, które się wcale nie muszą spełnić.

A poniżej trochę obrazków z dźwiękiem (jak ktoś już widział na FB, to już widział). Wybaczcie reklamy tripadvisora; to najsensowniejszy darmowy generator teledysków, jaki udało mi się znaleźć (fakt, że nie szukałam szczególnie długo). Można sobie od razu przewinąć do 0:26.

Więc

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.03.2012

Od jakiegoś czasu nie ma chyba dnia, żebym nie myślała o życiu TAM. I oczywiście wiem, że rodzina, bliźni, dom, kredyt, korzenie, że nie nadaję się do emigracji, że na dwa lata przed czterdziestką nie zaczyna się życia od nowa, że tam jest tylko pozornie łatwiej i że kariera w Dolinie niekoniecznie jest najlepszym pomysłem, jeśli głównym zawodowym marzeniem jest święty spokój i proper work-life balance.

I że to tylko ciemność, pieprzona półroczna zima i za dużo wszystkiego niedobrego. I że wiosna już, już.

California dreaming

Ale nie ma dnia, żebym nie myślała.

Tak, oczywiście że warto było.

Kategoria: Sama nie wiem, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.07.2011

Jeśli ktoś z wytrwałych czytelników blogusia liczył na jakąś relację równie barwną i zakończoną równe spektakularną deklaracją, co ta o San Francisco, to się niestety przeliczył. Większość osób pytanych o wrażenia z miasta Nowy Jork odpowiada, że ono nie ma zachwycać, ono ma oszałamiać, nokautować, przerażać i zwalać z nóg. I to się mniej więcej zgadza.

Mam więc za sobą tydzień przemierzania kilometrów w tłumie, w dziewięćdziesięciostopniowym upale (owszem, nauczyłam się przeliczać Fahrenheity na Celsjusze i z powrotem), z głową zadartą do góry. Mam kilkadziesiąt fotek na fejsbuku (i jeszcze tutaj też), mam trochę nowych ciuchów i książek, mam zaliczony show na Broadwayu, mam przesyt i niedosyt jednocześnie, mam satysfakcję, że Nowy Jork mnie nie pożarł, choć chciał (tak, wiem, tak naprawdę to było mu totalnie wszystko jedno).

I nadal nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

New York

All the leaves are brown and the sky is grey

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd; autor: evva
1.02.2011

Coś w mojej twarzy lub obejściu głośno woła, że jestem skądinąd, więc amerykańskie stewardessy mówią do mnie po niemiecku, a niemieckie szkolnym angielskim, wot wud ju lajk tu drink, miz, noch ein Glas Rotwein, bitte. Dziesięć godzin na dziesięciu tysiącach metrów, za małym podwójnym okienkiem ciągle zachód słońca, tracimy orientację, która jest godzina i gdzie, w sumie może to lepiej.

Ostatni wychodzimy z hali przylotów, nasze walizki samotnie kręcą się na bagażowej karuzelce, J. czeka ubrany tylko w t-shirt, więc upycham w podręcznej torbie szydełkowy wełniany szal i sztruksowy płaszczyk. Wszystko jest jasne, czyste i wielkie, samochody, okna, domy, butelki z colą i jednoosobowa porcja pizzy. Mój ćwiczony na Wyspie język obcy tu wywołuje na twarzach życzliwe WTF, do końca pobytu usiłuję — z marnym skutkiem — sformułować uśmiechnięte kejliforrrnia i nie wydobywać samogłosek spod tylnego podniebienia, nic z tego, jestem z skądinąd, przecież.

Oszałamia nas słońce, temperatura, morze, wiatr i dym z marihuany, jest naprawdę jak w filmach i to nie jest scenografia. Rozluźniamy zaciśnięte szczęki i pośladki, drugiego dnia umiem już nawet rozmawiać z konduktorem kolejki i wiem od razu, że jeśli ktoś się przygląda mojej torebce, to tylko po to, żeby zapytać, skąd ją mam, slon tor-bal-sky, thanks a lot, I will google it. Pełna demokracja w architekturze i estetyce, victoriana, mexicana, kamień, metal, szkło, francuskie chalety, pastelowe kamieniczki i nowiutkie gotyckie kościoły z szarego betonu, Dziki Zachód, secesja, neony i graffiti, nie wiem, czy bardziej mnie to fascynuje, zachwyca czy przeraża, neoeklektyzm i postpostmodernizm w jednym.

Odkrywamy, jak powinny smakować sushi, czerwone pomarańcze, truskawki i awokado; moja kolekcja designerskich kiecek zwiększa się o nieskończoność, więc przy czterocalowych szpilkach od Korsa staram się za wszelką cenę zachować zdrowy rozsądek; będę tego żałować przez resztę życia, albo przynajmniej do następnego razu.

Kwitną kamelie, magnolie i japońskie wiśnie, nasturcje i bluszcze mają liście wielkości dwóch złożonych dłoni. Myślę o naszym ogrodzie w Ch. i o brzózkach, które nam zmarzły zeszłej zimy; przecież wiem, że tak naprawdę mocno się zakorzeniam i jestem stamtąd, a nie stąd, ale kiedy E. drukuje mi ofertę pracy z sąsiedniego działu, uważnie czytam wymagania i obowiązki i przez abstrakcyjnie przyjemną chwilę zupełnie serio rozważam, co by, gdyby. Następnego dnia tak zupełnie nie à propos zwiedzamy Stanford i kampus firmy z jabłkiem, potem jak prawdziwy geek z Europy fotografuję się z gigantycznym plastikowym droidem i cały czas nie do końca wierzę, że to wszystko jest teraz i na serio.

I dobrze wiem, że bliźni tkwiący w samym środku polskiej zimy nie polubią mnie od tego bardziej, ale nie mogę się powstrzymać i wrzucam na blipa i fejsbuka zdjęcia nieba, miasta, świateł, wina i truskawek. I w końcu robię pierwsze od lat postanowienie noworoczne, od teraz każdej zimy chcę spędzać miesiąc w Kalifornii, i mam świadomość, jakie to jest fanaberyjne, burżujskie i wdupiejejsiępoprzewracało, ale I mean it.

J. i E. — dziękujemy. Bez Was nie byłoby TAK.

I o tym, że lato się skończyło

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd, Zdjęcia, Żagle; autor: evva
28.09.2009

Okej, w tym roku i tak był postęp, bo zauważyłam, że było. I czy wspominałam już, że kajak jest super i że zbieramy ekipę na przyszłoroczny spływ?


Drawa kajakiem

Drawa kajakiem


Szlak Drawy, lipiec 2009. Więcej zdjęć tutaj.

PS Przeżyłam moment zawahania przy publikowaniu posta, bo czy to się łapie do kategorii Żagle i czemu nie? Ale w sumie niech tam, też woda i też dużo. I już po jednym dniu udało mi się opanować odruch pt. “widać dno – źle, UCIEKAMY” ;)

Praskie pocztówki

Kategoria: Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
15.06.2009

Takie tam obrazki standardowe.


Karlův most

Pražský hrad

Pražský hrad

Muzeum Zabawek

Zlatá ulička

Jaume Plensa - Transparency



I jeszcze widoczek z okna nocą:

Widok z okna

I jakoś nie mam wiele więcej do powiedzenia. Może poza tym, że dziękujemy Obłędnemu i Petruszce za całokształt, a za wino i groszek na wyszehradzkim murze w szczególności :)

I że następnym razem będzie dłużej, lepiej, bez deszczu i że będę zawsze nosić przy sobie zapasową baterię do aparatu.

Dalej o zimie.

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
16.02.2009

W górach albowiem jest jakby mniej paskudna. Weekend w Szklarskiej bdb, choć na górze było widać tyle:

Szklarska Poręba, luty 2009

trochę niżej zaś tyle:

Szklarska Poręba, luty 2009

i zamarzały mi gogle.

I bardzo miłe miejsce polecam. Wprawdzie raczej nie podzielam upodobania właścicieli do oranżu we wnętrzach, ale są wyjątkowo sympatyczni i dają zajebiste śniadania.

Chorwacja 2008.

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd, Zdjęcia, Żagle; autor: evva
28.09.2008

W zasadzie dopiero po powrocie widzę, jak bardzo tego potrzebowałam, słońca, słonej wody, przestrzeni, życia regulowanego prostym „cztery godzin wachty — cztery godziny snu”, trzech butelek wina dziennie, braku zasięgu, braku sieci, no i świata, w którym zasadnicze problemy sprowadzają się do „skąd dziś wieje” i „gdzie da się dobrze zakotwiczyć”.

Które to pytania, po namyśle stwierdzam, da się zresztą — przy pewnej dozie uogólnienia — zastosować do przeważającej większości sytuacji życiowych. Ponieważ jednak czuję, że znajduję się w ten sposób zaledwie tyci kroczek od BARDZO tanich refleksji, poprzestanę na obrazkach.

#pokakota

Wodospady Krki

Krka

Viola adriatica

Plitvička jezera