» Zdjęcia

Archiwum kategorii Zdjęcia

Ruinki #1

Kategoria: Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.10.2014

Normandia AKA niedosyt.

Kategoria: Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
27.08.2014

Czyli jak zawsze: za mało, za krótko, za daleko.
I wrócimy tam kiedyś kamperem, bo odległości za duże na zwiedzanie ze stacjonarnej bazy.

A focie już pewnie widzieliście na FB, ale tu są ładnie podane i z soundtrackiem (jak się kliknie, to się otwiera jeszcze ładniejsze).

Time flies like an arrow

Kategoria: Budyń, Jakoś żyję, Zdjęcia, Zwierzaki; autor: evva
17.09.2013

„Mamo, a czy jak się będę wyprowadzać, to będę mogła zabrać ze sobą Ripleya i jeden regał?”

Z jednej strony: bomba, myśli perspektywicznie, zakłada, że stanie się niezależną jednostką, i nie zamierza nam siedzieć na głowie do trzydziestki. Z drugiej strony: ALE JAK TO, JUŻ??

A Ripley (była kobietą, wiem) wygląda tak:

Ripley

London calling.

Kategoria: Jakoś żyję, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
26.10.2012

Taste the possibilities.

Wiele miejsc pozostawia we mnie niedosyt, ale to jedno zawsze i najbardziej, jeszcze tam jestem, już za nim tęsknię.
Mogłabym tam żyć. Chciałabym.
I próbuję wytłumaczyć bliźnim, że to wcale nie znaczy, że moje życie teraz tu jest nieciekawe i złe, po prostu chciałabym mieć drugie, równoległe, tam. Raz na jakiś czas. Kiedyś.
I nie przekonujcie mnie, że się da. Wiem, że się da. #coelhowannabe: może najfajniejsze marzenia to te, które się wcale nie muszą spełnić.

A poniżej trochę obrazków z dźwiękiem (jak ktoś już widział na FB, to już widział). Wybaczcie reklamy tripadvisora; to najsensowniejszy darmowy generator teledysków, jaki udało mi się znaleźć (fakt, że nie szukałam szczególnie długo). Można sobie od razu przewinąć do 0:26.

Więc

Kategoria: Jakoś żyję, Sama nie wiem, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.03.2012

Od jakiegoś czasu nie ma chyba dnia, żebym nie myślała o życiu TAM. I oczywiście wiem, że rodzina, bliźni, dom, kredyt, korzenie, że nie nadaję się do emigracji, że na dwa lata przed czterdziestką nie zaczyna się życia od nowa, że tam jest tylko pozornie łatwiej i że kariera w Dolinie niekoniecznie jest najlepszym pomysłem, jeśli głównym zawodowym marzeniem jest święty spokój i proper work-life balance.

I że to tylko ciemność, pieprzona półroczna zima i za dużo wszystkiego niedobrego. I że wiosna już, już.

California dreaming

Ale nie ma dnia, żebym nie myślała.

Bo już przyszedł wrzesień.

Kategoria: Budyń, Zdjęcia; autor: evva
4.09.2011

Jak już wspomniałam na G+, wysuwają mi się zęby jadowe, kiedy słyszę/czytam, jak rodzice tłumaczą, że nie posłali swojego sześciolatka do szkoły, żeby mu „nie odbierać ostatniego roku dzieciństwa i luzu”. W większości znanych mi przypadków przedszkole/zerówka oznacza odstawianie dziecka o ósmej rano i odbieranie go przed siedemnastą, co luz zapewnia raczej rodzicom niż potomstwu: zero odrabiania lekcji, pakowania tornistra, szykowania śniadania i niepokojów, czy przygotowany strój na wuef nie okaże się aby nadmiernie ekstraordynaryjny.

I średnio chce mi się udowadniać, że nie jestem słon^Wwielb^Wwyrodna, i powtarzać po raz kolejny argumenty, że cztery lata w przedszkolu, że zerówka zaliczona, że przyszłoroczna kulminacja wyżu, że dziecko niegłupie, komunikatywne, asertywne i dające sobie radę. Posłaliśmy Młodą do szkoły w wieku sześciu lat i trzech miesięcy, bo uznaliśmy, że jest na to gotowa, że to właściwy moment — i już.

Witaj szkoło!

Pierwsze pytanie Joanny po pierwszym prawdziwym dniu w szkole brzmiało „Już wracamy do domu? TAK WCZEŚNIE??”, tyle w kwestii krwi, potu i łez, które jakoby funduje biednym dzieciątkom pierwsza klasa.

A tak naprawdę, to JAK TO, przecież ona dopiero co się urodziła, a teraz ma galowe ubranko, tornister i worek z kapciami, i pełnowymiarowe biurko, przy którym odrabia lekcje.

Asia odrabia lekcje

Moja malutka dziewczynka.

Tak, oczywiście że warto było.

Kategoria: Sama nie wiem, Skądinąd, Zdjęcia; autor: evva
14.07.2011

Jeśli ktoś z wytrwałych czytelników blogusia liczył na jakąś relację równie barwną i zakończoną równe spektakularną deklaracją, co ta o San Francisco, to się niestety przeliczył. Większość osób pytanych o wrażenia z miasta Nowy Jork odpowiada, że ono nie ma zachwycać, ono ma oszałamiać, nokautować, przerażać i zwalać z nóg. I to się mniej więcej zgadza.

Mam więc za sobą tydzień przemierzania kilometrów w tłumie, w dziewięćdziesięciostopniowym upale (owszem, nauczyłam się przeliczać Fahrenheity na Celsjusze i z powrotem), z głową zadartą do góry. Mam kilkadziesiąt fotek na fejsbuku (i jeszcze tutaj też), mam trochę nowych ciuchów i książek, mam zaliczony show na Broadwayu, mam przesyt i niedosyt jednocześnie, mam satysfakcję, że Nowy Jork mnie nie pożarł, choć chciał (tak, wiem, tak naprawdę to było mu totalnie wszystko jedno).

I nadal nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

New York

Idzie, idzie!

Kategoria: Jakoś żyję, Zdjęcia; autor: evva
20.02.2011

(Tak, wiem, jest obecnie minus dziewięć i pada śnieg. Jednakowoż.)

Jest nadzieja.

Tak, wiem, musimy popracować nad ortografią ;)

Kategoria: Budyń, Zdjęcia; autor: evva
9.03.2010


Asia pisze

Dla tych, co nie mają konta na fejsbuku…

Kategoria: Zdjęcia, Zwierzaki, Śmieci z sieci; autor: evva
7.03.2010

…bo ci, co mają, to już widzieli. #pokakota.
Więcej kontentu kiedyś później (myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć).


Why witches only hang out with black cats