I stał się trawnik
Kategoria: Budowa, Zdjęcia; autor: evvaDoczekałam się wreszcie :)


Co tu się będę rozwijać z komentarzem, skoro jeden obraz jest wart więcej… etc. A tu macie nawet więcej niż jeden obraz.


PS Gdybym miała bloga szafowego, to bym prezentowała to na sobie, ale że nie mam, to prezentuję na fotelu. Mama mi zrobiła:

…i chwilowo będzie koniec. Gromadzę zasoby (energetyczne, koncepcyjne i finansowe) na dalsze działania.



Korytarz i część dzienna:




Kuchnia:



Sypialnia:


I miniłazienka:


Jak posprzątam kiedyś w pracowni i w pokoju Asi, to może też je pokażę.
Edit: zapomniałabym o najważniejszym; proszę Państwa, oto Esme.


(zdjęcie: Ania B.)
Oraz, tak, przeprowadziliśmy się i jeszcze żyję. I, tak, wrzucę kiedyś zdjęcia. Jak będzie kiedy je zrobić i jak będzie co pokazać. Na razie mogę wrzucić listę tego, co jeszcze trzeba zrobić, ale nie chcę się stresować zanadto ;)
Z ponaddziesięciomiesięcznym opóźnieniem i WARUNKOWO, niemniej jednak.
O D B I Ó R D O M U N A S T Ą P I Ł.


Dziadek ma Nowe Dziecko, a Asia wrodzony talent do jego obsługi. Gumki na warkoczykach nie są bynajmniej przypadkowe: czerwona na lewej burcie, zielona na prawej.

Dom zaś zaczyna coraz bardziej przypominać dom (uważny czytelnik blogusia dostrzeże zapewne, że kupa śmiecia przemieszcza się powoli w stronę bramy, ufamy więc, że kiedyś opuści nas definitywnie)…


…a na działkę wjechał sprzęt ciężki, wykopał dziurę i osadził w niej ufo^Woczyszczalnię.
— Babcia Ania mówi na mnie „skarbeńku” i „rybeńko”, dziadek Andrzej mówi do mnie „słoneczko nasze kochane”, mama mówi do mnie „klusia” a tata „jożin z bażin”…
— A jak mówi do ciebie dziadek Wojtek?
— Yyyy, nooo, dziadek mówi „Aśka rozrabia”.
Z pozostałych newsów: dom otworzył gigantyczną paszczę pt. „wykończeniówka” i ssie kasę w tempie iście przerażającym. Trudno, jak się powiedziało A i B, to trzeba nieuchronnie przejść do reszty alfabetu. Aktualnie jesteśmy przy P, jak „płacz i płać”. Kusi mnie, by napisać, że już bliżej niż dalej, ale pozostańmy chwilowo przy pesymistycznym planie minimum: wszystko wskazuje na to, że święta urządzimy już w Nowym Domu. NASZYM Nowym Domu. Zostały nam już tylko tynki, posadzki, podłogi, kafle, biały montaż, kuchnia, AGD, schody, malowanie, parapety, szafa w zabudowie i takie tam drobiazgi. Oraz dwa miesiące i pięć dni na opuszczenie obecnego lokum. Więc trzymać kciuki, przyda się.
Poza tym, ujmując rzecz jak najkrócej: paroksetyna bdb. Czarne dziury w głowie da się (wiem, tymczasowo, wiem, farmakologia to nie wszystko, ALE) załatać. Leczcie depresję, warto.
Reszta na blipie, w odpryskach.
Z postępów: izolacja stropu, sufity, ocieplenie poddasza, okna połaciowe.


