I stał się trawnik
Kategoria: Budowa, Zdjęcia, autor: evvaDoczekałam się wreszcie :)


Takie tam obrazki standardowe.






I jakoś nie mam wiele więcej do powiedzenia. Może poza tym, że dziękujemy Obłędnemu i Petruszce za całokształt, a za wino i groszek na wyszehradzkim murze w szczególności :)
I że następnym razem będzie dłużej, lepiej, bez deszczu i że będę zawsze nosić przy sobie zapasową baterię do aparatu.
Takie śmieszne zdjęcie mi wyszło.

Nie wiem, kiedy się to stało, ale mam córkę, która ma cztery lata, własne zdanie na każdy temat, blond włosy dłuższe od moich i, last but not least, fazę kucykową*.

*Poczucie piękna czterolatek jest dla mnie megazagadką, ale co robić. Dobrze poinformowani twierdzą jednakowoż, że młode dziewczęta z tego wyrastają i tego się trzymajmy. A dla fanów brokatu, różu, tęczowych motywów i sztuki cukierniczej nieco lepsza fota tortu tu.
No i mam. Tę swoją ciszę, piasek w sandałach, żaby i brzozy.
Po zachodzie powietrze klei się do skóry, pachnie mokrym asfaltem, akacjami, przestrzenią.
Boję się odetchnąć głębiej.
Wszystko jest dokładnie tak, jak zawsze miało być, i jednocześnie tak bardzo nie tak.
W sumie to, jak już zauważyłam na blipie, jeśli człowiek ma trzy minuty od domu takie coś, to nie powinien siedzieć przy komputerze, stresować się głupotami i frustrować rzeczami, które obiektywnie nie mają żadnego znaczenia.
Teraz pozostaje mi tylko wcielić ten światły wniosek w życie.




Co tu się będę rozwijać z komentarzem, skoro jeden obraz jest wart więcej… etc. A tu macie nawet więcej niż jeden obraz.


PS Gdybym miała bloga szafowego, to bym prezentowała to na sobie, ale że nie mam, to prezentuję na fotelu. Mama mi zrobiła:

Daję się prowokować, nie potrafię ugryźć się w język, nie łapię aluzji, tych mniej subtelnych także, zapominam, nie nadążam, nawalam, udaję, że nie widzę, wybucham płaczem bez sensu i powodu (…?). Rozważam zmianę pracy, na inną, na lepszą, na jakąkolwiek, w której nie ma się tyle do czynienia z głupotą ludzką i która zapewniłaby jednocześnie fundusze na chleb, masło i tequilę oraz wykończenie domu (jak nietrudno się domyślić, do chwili obecnej rozwiązań spełniających oba te warunki nie znaleziono).
Zdrowy rozsądek podpowiada, że tu trzeba urlopu, słońca, wody, powietrza i braku zasięgu; zdrowy rozsądek zaś kontruje, że no way, bo trzeba budżet reperować, a nie inwestować W PRZYJEMNOŚCI.
Trochę mnie przytłacza rzeczywistość, czas sunie naprzód zdecydowanie za szybko, a ja tradycyjnie trochę go gonię z wywieszonym jęzorem, a trochę oglądam się za siebie, czy aby na pewno chcę gonić i właściwie to co i kogo.
Czyli ― jak zwykle.
Uwielbiam po prostu, kiedy ktoś wie lepiej ode mnie, na co mnie stać, co mogę, czego chcę i co powinnam. I kiedy ode mnie wymaga bardzo wiele, znajdując jednocześnie piętrowe usprawiedliwienie dla każdej swojej nieracjonalności, słabości, głupoty, neurozy, psychozy, obsesyjki i diabli wiedzą, czego jeszcze.
Są ludzie, których ― z racji choćby więzów krwi i innych podobnych uwarunkowań ― olać się po prostu nie da. I (więc, wobec powyższego, z reguły) naprawdę chciałoby się ich mieć po swojej stronie.
I co z tego.
Obserwacja: mając trzy lata oraz dziewięć i pół miesiąca, dziewczęta wchodzą w fazę różową. Po nabyciu różowych adidasów wiosennych („chcę te, bo mają gwiazdeczki i Wiktorka ma takie”) Joanna zażądała kategorycznie zakupu różowego płynu do spryskiwaczy na stacji Orlen.