Nie mam pytań
Kategoria: Budyń, Jakoś żyję, Budowa, autor: evva— Babcia Ania mówi na mnie „skarbeńku” i „rybeńko”, dziadek Andrzej mówi do mnie „słoneczko nasze kochane”, mama mówi do mnie „klusia” a tata „jożin z bażin”…
— A jak mówi do ciebie dziadek Wojtek?
— Yyyy, nooo, dziadek mówi „Aśka rozrabia”.
Z pozostałych newsów: dom otworzył gigantyczną paszczę pt. „wykończeniówka” i ssie kasę w tempie iście przerażającym. Trudno, jak się powiedziało A i B, to trzeba nieuchronnie przejść do reszty alfabetu. Aktualnie jesteśmy przy P, jak „płacz i płać”. Kusi mnie, by napisać, że już bliżej niż dalej, ale pozostańmy chwilowo przy pesymistycznym planie minimum: wszystko wskazuje na to, że święta urządzimy już w Nowym Domu. NASZYM Nowym Domu. Zostały nam już tylko tynki, posadzki, podłogi, kafle, biały montaż, kuchnia, AGD, schody, malowanie, parapety, szafa w zabudowie i takie tam drobiazgi. Oraz dwa miesiące i pięć dni na opuszczenie obecnego lokum. Więc trzymać kciuki, przyda się.
Poza tym, ujmując rzecz jak najkrócej: paroksetyna bdb. Czarne dziury w głowie da się (wiem, tymczasowo, wiem, farmakologia to nie wszystko, ALE) załatać. Leczcie depresję, warto.
Reszta na blipie, w odpryskach.






